wtorek, 22 grudnia 2015

J.H. Rosny - Lot w nieskończoność

Wracam tryumfalnie z drugą (a jeśli liczyć zamierzchłego Grabińskiego - Wyspa Itongo, to z trzecią) ramotą.

Pod pseudonimem J.H. Rosny kryje się dwóch pisarzy - braci, francuskojęzycznych Belgów, nazwiskiem Boex. Tam, gdzie chcieli swoje dzieła rozróżniali dopiskami "starszy" (Joseph Henri Honore) i "młodszy" (Seraphin Justin Francois).
"Lot w nieskończoność" jest dziełem starszego z nich.
Jest to wydana w roku 1924 powieść SF, jedna z prekursorek tego nurtu. Powieść opowiada historię wyprawy załogowej na Marsa, a jej zakończenie rzuci Was na kolana. W każdym razie, mnie rzuciła.

Z ciekawostek: panowie Boex są tymi, którzy stworzyli słowo "astronauta", przyjęte później - przyznacie że z lekka na wyrost - w całym świecie zachodnim dla określenia tych, którym udało się opuścić strefę przyciągania ziemskiego. A ponieważ świat zachodni adoptował słowo "astronauta", więc Rosjanie absolutnie nie mogli tego zaakceptować i ukuli pojęcie "kosmonauta". Dlatego w naszej rodzimej historii nie mamy żadnego astronauty, ale mamy jednego kosmonautę.

W paczce, poza niespełna 3 godzinami nagrania, także skan okładki.
J.H. Rosny - Lot w nieskończoność RAR 184.9 MB
http://ramoty2.poczytajmimako.pl/audiobooki/Mcr/JH%20Rosny%20-%20Lot%20w%20nieskonczonosc.rar
http://ramoty.poczytajmimako.pl/index.php?dir=Mako%20czyta%20ramoty/&file=JH%20Rosny%20-%20Lot%20w%20nieskonczonosc.rar

środa, 25 listopada 2015

Wincenty Rapacki - Hanza

Hanza - powieść z 1888 roku (wg autora, Wikipedia podaje rok 1890). Jej autor był jednym z najwybitniejszych aktorów warszawskich przełomu XIX i XX wieku.

Jeśli czytaliście lub słuchaliście książki Andrzeja Pilipiuka należące do cyklu "Oko jelenia", słowo "Hanza" powinno wzbudzić w was czujne zainteresowanie. I chyba przede wszystkim czytelnikom Pilipiuka, który na kartach swoich powieści wynosi Związek hanzeatycki pod niebiosa, lekturę Hanzy Rapackiego polecałbym najbardziej. W tej - o czym należy koniecznie pamiętać! - napisanej pod zaborem rosyjskim, na dwie dekady przed odzyskaniem niepodległości i na pięć przed hitlerowskim najazdem - książce Hanza jest niemieckim (czy używając nazewnictwa autora - teutońskim) potworem - hydrą wyciągającą jadowite głowy po całym niemal kontynencie, a szczególnie pasożytującym na krwi słowiańskiej. Podobnie jak książek pana Pilipiuka nie należy traktować jako źródła rzetelnej i obiektywnej wiedzy historycznej (bo nie w tym celu zostały napisane), tak i Rapacki z pewnością nie miał na celu przedstawienie czystej prawdy historycznej. Hanza jest powieścią, której misją jest wskazanie "odwiecznego wroga" Polski i słowiańszczyzny. O ile jednak proza historyczna tworzącego mniej więcej w tym samym czasie Sienkiewicza miała budować tożsamość narodową w kategoriach pozytywnych (owo słynne, "ku pokrzepieniu serc" wieńczące Trylogię), o tyle Rapacki skupia się przede wszystkim na jak najczarniejszym obsmarowaniu gnębiciela. Jak na tym czarnym tle wychodzą "nasi"? - zapraszam do posłuchania.
Całość książki to 30 rozdziałów, 5 godzin. W paczce znajdują się także skany sześciu ilustracji z wydania książkowego Gebethnera i Wolffa z 1912 roku.

W.Rapacki - Hanza - RAR 458.6 MB
http://ramoty2.poczytajmimako.pl/audiobooki/Mcr/W%20Rapacki_Hanza.rar
http://ramoty.poczytajmimako.pl/index.php?dir=Mako%20czyta%20ramoty/&file=W%20Rapacki_Hanza.rar

POST ZAŁOŻYCIELSKI!

Mako ma swoje lata. Może sam nie pamięta dwudziestolecia międzywojennego, ani Piłsudskiego i legionów, ale jakoś mu tam "dawne czasy" ciepełkiem koło serca się odzywają. Mako lubi się otaczać starymi przedmiotami, takimi których stworzenie wymagało kunsztu rzemieślnika. Całe szczęście żona Mako, choć całkiem młoda, podziela tę skłonność... do jakiegoś stopnia. Dzięki temu jednym z pierwszych zakupów do wspólnego domu państwa Mako-wskich był XIX-wieczny kredens. Tym co budzi pewien niepokój u żony Mako jest rosnąca stale ilość starych papierzysk, głównie książek. Książki owe okupują coraz to większą ilość półek w - również nienowej - bibliotece.
A sensem posiadania książek jest ich czytanie. Mako ma wrażenie, że czytanie ich na głos, przydaje im sensu jeszcze więcej...

Tak pojawił się pomysł, aby sięgnąć do dorobku literackiego ostatnich, powiedzmy, 150 lat i przypomnieć bestsellery wydawane w Warszawie, Lwowie, Krakowie, Łodzi lub Złoczowie w późnych latach dziewiętnastego i wczesnych dwudziestego wieku, i bez udziwniania i stylizowania przeczytać je teraz, we wczesnych latach XXI wieku, na głos.

Nadałem temu przedsięwzięciu nazwę "Mako czyta ramoty", aby w jakiś sposób odróżnić je od działalności "Poczytaj mi mako", z której nie zamierzam rezygnować. Pozycje, które chcę Wam zaproponować będą należały do różnorodnych gatunków literackich - od powieści historycznych, poprzez podróżnicze, fantastyczne, kryminalne, aż po pisarstwo pamiętnikarskie. Wyróżnik jest jeden - wszystkie będą należały do domeny publicznej, co oznacza, że ich autorzy odeszli od nas co najmniej 75 lat temu.

Chciałbym wyjaśnić krótko intencję użycia słowa "ramoty" w nazwie tego przedsięwzięcia. Słownik wyjaśnia to pojęcie jako "przestarzały, pozbawiony wartości utwór literacki". W tym rozumieniu określenie to jest mocno pejoratywne. Ja wolałbym położyć nacisk na słowie "przestarzały" niż na ocenie wartości literackiej. Przez "ramotę" rozumiem dzieło literackie, którego język i treść mogą, co prawda, razić przestarzałością, ale które i tak niesie ze sobą wartość godną przypomnienia, np. wartość sentymentalną.

W ramach "Mako czyta ramoty" nie spodziewajcie się raczej pozycji, które obroniły swoją pozycję "klasyków" lub - co gorsza - "lektur obowiązkowych". Nie poczytam Wam Sienkiewicza, Żeromskiego ani Prusa, a jeśli nawet, to żadną z ich "mainstreamowych" pozycji. Chcę sięgnąć po autorów, którymi zaczytywano się jeszcze pod zaborami, albo w okresie II Rzeczpospolitej, a które przykrył kurz historii.

Liczę zresztą na Waszą współpracę. Nie jestem żadnym specjalistą od starej literatury. O tym, co się czytało staram się dowiadywać z rubryk literackich starych gazet, do których szczęśliwie można obecnie mieć dostęp elektroniczny (stert stuletnich gazet chyba by mi żona jednak nie wybaczyła). Na trop pierwszych kandydatek do MCR (Mako czyta ramoty) wpadłem śledząc cykl wydawniczy "Ciekawe powieści", czyli pozycje ukazujące się jako bezpłatny dodatek do "Tygodnika Illustrowanego" w latach 1910 - 1914. Jestem więc otwarty na Wasze podpowiedzi i wskazówki. Cenne są dla mnie także informacje o kiedyś popularnych a dziś zapomnianych pozycjach dostępnych w postaci cyfrowej. Myślę, że z czasem możemy stworzyć nawet bibliotekę takich zdigitalizowanych staroci.

Jeśli chodzi o tego bloga: na ten moment pomysł jest taki, aby pojawiały się tu jedynie posty sygnalizujące obecność kolejnych nagrań. W każdym z nich znajdzie się link do gotowego nagrania i jakaś informacja o tym czego się można po danej pozycji spodziewać. Także w tym zakresie chciałbym zaprosić Was do współpracy. Byłoby wspaniale, gdyby pod postami pojawiały się Wasze recenzje. Nie chodzi koniecznie o żadne wielkie popisy krasomówcze, ale np. o informacje, co Was zastanowiło, uderzyło, rozbawiło. Jakie mieliście skojarzenia słuchając lub czytając daną pozycję. Podobnie jak pod szyldem "poczytaj mi mako", komentarze będą moderowane - co nie oznacza żadnej ich cenzury, a jedynie możliwość odrzucenia wrzucanego przez roboty spamu z linkami do najprzeróżniejszych sklepów. Od chwili, kiedy ilość odwiedzających blog przekracza kilkadziesiąt dziennie, ilość tego rodzaju "niespodzianek" rośnie lawinowo.

No to cóż... Zaczynamy!